Blog
Predator XL - ostateczny łowca komuchów
xiazeluka
92 obserwujących 721 notek 852056 odsłon
xiazeluka, 24 listopada 2016 r.

Przemysł bredzenia

O przemyśle pogardy napisano i powiedziano bardzo dużo. O przemyśle milczenia ostatnio wysłowił się uczenie red. Sakiewicz. 

Niszczono wizerunek znienawidzonych polityków, a po tragedii w Smoleńsku już komisji badających wypadek. Chciano im odebrać ten ostatni łącznik ze światem żywych, jakim jest szacunek. Przemysł pogardy dotykał nie tylko ludzi, lecz także zdrowego rozsądku i logiki. Bezczeszczono i opluwano logikę, bo mocno kojarzyła się z tymi, którzy nie ulegli psychozie zamachu. Pytanie, po co naprawdę był przemysł pogardy? Czy pogardą można było zarazić miliony ludzi, uodpornić ich na pytania o kondycję umysłową zamachomannów, spowodować, że poddadzą się narracji szantażu albo prawda (czyli zamach), albo kłamstwo (czyli CFIT)? Nie – pogarda była tylko dla wyjątkowych. Trzeba było specjalnej demoralizacji, psychopatycznych cech, by poniżać wątpiących w zamach, znieważać logikę, niszczyć poczucie dobrego smaku. Takie postawy wszczepiano od poziomu partii i mediów aż do małych grup społecznych. Opowiedział tę historię doskonale Slawko Martinow w filmie „Propaganda”.

Po co podejmowano tak wielkie starania? Żeby pozyskać tylko kilkadziesiąt, a może najwyżej kilkaset tysięcy czytelników Gazety Polskiej? Nie o nich chodziło, lecz o zupełnie inną grupę Polaków. Być może nawet o większość. Chodziło o Polaków, którzy mieli bezkrytycznie łykać narrację jedynej prawdy. Agresja, pogarda, straszliwe kłamstwa indukowały lęk przed wychyleniem się, przed medialną i społeczną „ścieżką zdrowia”. Przemysł pogardy był tak niszczący, że w masach ludzi wyzwolił inny mechanizm – przemysł bredzenia. Ta machina miała jeszcze bardziej skomplikowane tryby niż pogarda. Miała też swoich liderów i socjotechniki. Można było zostać celebrytą, głosząc zamachowe brednie, można było być autorytetem, znajdując moralną wartość w mnożeniu coraz bardziej cudacznych wątpliwości. Nawet zdrowy rozsądek w prywatnych rozmowach był czymś niestosownym.

Pamiętacie Państwo te jedyne prawdy: „Były dwa, trzy, cztery wybuchy”, „Naprowadzano ich na śmierć”, „Rozpylono sztuczną mgłę”, „Zdrada”, „Cokolwiek się stało, to chyba nie wierzysz, że nie było zamachu?”. Nie pochodziły one od wrogów, lecz często z naszego własnego obozu, choć wtedy do wspólnoty z nim niewielu chętnych się przyznawało, szczególnie dziennikarzy.

Twórcy przemysłu pogardy polegli. Jedne partie przestały istnieć, inne się rozpadły. Dość kabaretową wersję jego epigonów widzimy w Klubach GP.

Co się stało z przemysłem bredzenia? Czy został jakoś rozpoznany, zniwelowany? To mechanizm w swoich ramach wyrobiony jeszcze w czasach raczkującego kapitalizmu dla ludzi, którzy chcieli nie wysilając się zarabiać duże pieniądze. Mechanizm silny, bo dający szansę łatwego zarobku. Będzie się ujawniał na każdym zakręcie i przy każdej próbie charakteru. Chyba coś takiego właśnie się dzieje.

 

PS Prawa autorskie do powyższego tekstu posiada pan redaktor Sakiewicz Tomasz.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Ostatnie notki

Tagi

Tematy w dziale